Blog

Niebo w gębie, a może Niebo na Ziemi?

Czasem gdy zjem albo wypiję coś smacznego, dopiero na samym końcu poczęstunku orientuję się, jakie to było smaczne i że właściwie nie w pełni doceniłem dar, jaki przed chwilą pochłonąłem. W piątkowy poranek postanowiłem podejść do tematu inaczej.

Do czego można użyć kakao?
Przedmiotem praktyki stało się przepyszne ceremonialne kakao od moich przyjaciół Marty i Kuby z Cacaomana. Teraz jednak chciałem poczuć jego smak nie tylko kubkami smakowymi, ale całą przestrzenią mojej świadomości. Zamknąłem więc oczy i zacząłem powoli celebrować każdy łyk, świadomie skupiając uwagę na doznaniach w ciele. Można powiedzieć, że obserwator we mnie zanurzył się w doświadczeniu bez zapominania, że jest czymś szerszym niż samo doświadczenie.

Robiąc to, w pewnym sensie pozwalałem, żeby każdy łyk kakao zabierał mnie do Nieba  – do Domu – do tego miejsca we mnie, gdzie mam świadomość swojej doskonałej Pełni. I tak oto zmysłowe doświadczenie kubków smakowych było dla mnie czymś więcej niż samym doznaniem cielesnym. Stanowiło przypomnienie wewnętrznego stanu spokoju i błogości.

Pierwsze wrażenie można by pewnie nazwać niebem w gębie. Moje „rozpływanie się” w tym, czego doświadczałem i „spijanie” samej esencji Życia z każdej chwili doświadczenia określiłbym bez patosu jako Niebo na Ziemi. Ten stan to dla mnie nic innego, jak połączenie duchowej świadomości (Niebo) z fizyczną obecnością w ciele. Dzięki uważnej i zaciekawionej obserwacji pozwalałem po prostu, aby owa duchowa świadomość łączyła się w moim sercu ze świadomością ciała podczas owego przyjmowania i rozlewania się po organiźmie gorącego płynu. Błogość i spokój powoli zamieniały się w zachwyt, a jednocześnie zrozumienie, że jest to coś zupełnie naturalnego. O tym naturalnym stanie zapominamy, gdy zapadamy się w myślach i pozwalamy, aby nieświadome napięcia w ciele kierowały naszym zachowaniem, każąc nam uciekać od ciała zamiast być w nim w pełni obecnym.

Da się nawet z dzieckiem przy śniadaniu
To cudowne doświadczenie piątkowego poranka było tylko przypomnieniem, że stan, który lubię nazywać Niebem na Ziemi, jest dla nas dostępny w każdej chwili codzienności, gdy przynosimy świadomą obecność do wszystkiego, co jest. Oczywiście nasza codzienność i ciało – jako cudowne zwierciadła naszych myśli – mają niezwykłą zdolność sprawdzania, na ile jesteśmy gotowi ucieleśniać stan Nieba na Ziemi w obliczu nowych wyzwań, które sami sobie stawiamy na drodze. Dla mnie takim wyzwaniem było – uwierzysz lub nie – rodzinne śniadanie następnego dnia, w sobotę. Jak bowiem bez zakłóceń rozkoszować się zrobionymi przeze mnie keto naleśnikami, gdy obok mnie wierci się mój kochany, pełen energii i ciągle domagający się uwagi oraz nowych bodźców pięcioletni synek Jaś? Do tej pory często rezygnowałem ze skupienia na tym, co jem, gdy sytuacja wydawała się tego ode mnie wymagać. Tym razem jednak postanowiłem w pełni zadbać o swoje potrzeby i rozkoszowałem się każdym kęsem. Nie wiem, czy Jaś tak dobrze się do mnie dostroił, czy to kakao wraz z musem daktylowo-orzechowym po prostu zajęły jego uwagę – a może trochę jedno i drugie – bo byłem w stanie zjeść śniadanie spokojnie do końca bez przerywania.

Praktyka bycia obecnym w codziennych sytuacjach jest dla mnie nie tylko prostą drogą powrotu do Siebie, ale również odkrywania, jak szczęśliwym może być życie, gdy zamiast przeżywać je z poziomu głowy, jestem w pełnym kontakcie z doznaniami w ciele i pozwalam sobie użyć zmysłów, by być prawdziwie tu i teraz. Za każdym razem, gdy to robię, postrzegam ciało i świat bardziej jako energię niż materię lub można powiedzieć, że materia i energia zlewają się w jedno, bo tak naprawdę są jednym. Zmysły pomagają mi więc wyjść ponad nie same, czyli poza utożsamienie z ciałem. Ciało i ukochanie każdego aspektu życia w ciele stają się więc w pewnym sensie sposobem wykroczenia ponad fizyczną formę. Owo przypomnienie, kim jestem jako Duch, czy też czysta świadomość, nie dzieje się jednak poprzez ucieczkę od ciała, lecz poprzez zejście Duszy do ciała i pozwolenie sobie na cieszenie się każdym aspektem ludzkiego doświadczenia.

Podnosimy poprzeczkę, czyli o TU i TERAZ w galerii handlowej
Kolejna odsłona „wyzwań” czy też przygód z obecnością miała miejsce dla mnie w niedzielę w galerii handlowej, do której wysłała mnie żona Maria po mak i parę innych rzeczy. Dawno nie czułem takiego luzu w tego typu miejscu. Normalnie pobyty w wielkich marketach wiązały się dla mnie zwykle z poczuciem oszołomienia ilością bodźców, co odbijało się na poziomie energii. Tego dnia było inaczej.

Nie wiem, czy jesteście w stanie sobie wyobrazić ruch w galerii handlowej w Warszawie w niedzielę handlową przed świętami… Tłumy, dźwięki i wielość innych bodźców tym razem jednak mnie nie przytłoczyły. Nawet obecność synka Jasia, który będąc ze mną na tych zakupach, ciągle domagał się szczególnej uwagi, nie wywołała poczucia przebodźcowania. Wszystko po prostu było, jakie było. Nigdzie się nie spieszyłem, rezultat nie miał znaczenia, a ja dawałem uwagę temu, co się dzieje w TERAZ. Ciało się odprężyło. Choć nadal galerie handlowe nie są moim ulubionym miejscem do spędzania czasu, to dzisiaj czułem się naprawdę lekko i spokojnie. Pozwoliłem więc sobie ukochać ciało w miejscu, do którego normalnie chciałbym wejść na szybko, by równie szybko zeń wyjść.

I wiedziałem, że robiąc to, spełniam swoją prawdziwą funkcję. Nie było nią tak naprawdę zdobycie maku, lecz bycie Sobą… i promieniowanie światłem tego, czym jestem, w samym środku mojego świata. Jestem pewien, że gdy to robimy, czyli gdy nie jesteśmy w swoich myślach w głowie, tylko pozostajemy obecni w ciele – TU i TERAZ – to nasze światło ma ogromny wpływ na to, co się dzieje się dookoła. Podnosimy wtedy wibracje dla wszystkich, którzy są gotowi wskoczyć na tę częstotliwość.

Tak czy siak, to były cudowne zakupy, nie z powodu zewnętrznych okoliczności, lecz z powodu decyzji umysłu, by być uważnym i obecnym.